Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

 
Szukanie zaawansowane

1171 wiadomości w 209 wątkach,- wysłane przez 520 użytkowników - Najnowszy użytkownik: BGrandi

23 Październik 2014, 06:05:26
Artykuły
Ostatni 6 Shouts:
10 Czerwiec 2011, 20:39:38
W nocy z 8/9.06.2011 po włamaniu na posesję skradziono mi rower Whistle Alikut 830D na osprzęcie xt, amorku rst-f1 .
Za pomoc w odzyskaniu odnalezieniu sprawcy włamania będę $ wdzięczny.
Daniel
GG: 10301474
08 Czerwiec 2011, 20:40:27
W niedziele 12 czerwca w lesie Kapturskim frajda rowerowa!! Zapraszam!
04 Wrzesień 2010, 20:35:49
Maja Włoszczowska wygrała Mistrzostwa Świata MTB Chichot
26 Marzec 2010, 12:51:25
zmiany zmiany - powoli do przodu
25 Marzec 2010, 21:33:29
Jakieś zmiany w wyglądzie strony czy mi się wdaje? Chichot
29 Lipiec 2009, 13:34:07
Zapraszam na najbliszą Masę Krytyczną:)
Zezwolenia

Radomska Strona RowerowaWyprawa rowerowa po Polsce - 2010r
przez zygmunt 23 Wrzesień 2010, 19:38:00

                                                                 ROWEROWA WYPRAWA PO POLSCE

Po wyprawie w 2009r na Krym i wokół morza Azowskiego pomyślałem, iż czas na wyprawę krajową wszak z 10 dotychczasowych wypraw rowerowych, 8 to zagraniczne po krajach europy środkowo wschodniej. Wśród kolegów żartuję, iż wstąpił we mnie duch patriotyzmu. Opracowałem jak na każdą wyprawę szczegółowy kilometraż z rozpisaniem na codzienne etapy, wykreśliłem na mapach ich trasę. Na miesiąc przed dniem planowanego wyjazdu dokonałem przeglądu i uzupełnienia zabezpieczenia logistycznego / sprzęt biwakowy, rowerowe narzędzia serwisowe, sakwy, ubiory sprzęt foto itd./ rozpisując wszystko w detalach. Mój „osioł” tj. rower nie wymagał zbytniego przygotowania, ponieważ corocznie wiosną dokonuję dokładnego przeglądu serwisowego oraz wymieniam łańcuch i „tylną skrzynię biegów”. Od 10 lat  „Osioł” wozi mnie szczęśliwie po świecie. Równolegle przygotowania robi mój serdeczny i niezawodny kolega Marek. W dniu wyjazdu 04 czerwca na miejsce startowe Markowi w drodze na dworzec PKP, na rondzie Warszawskim rozrywa się łańcuch i w ostatniej chwili dociera pod kasy biletowe samochodem dostawczym. Pierwszy dzień i pech, który aczkolwiek groźniejszy powtórzy się nam na trasie. Zgodnie z kilometrażem / planem / wyprawę rozpoczęliśmy z Malborka, z którego ruszyliśmy w trasę prowadzącą przez:
 
Bory Tucholskie i tereny Wału Pomorskiego do Wolina i Wisełki pod Międzyzdrojami. Z Wisełki trasą wzdłuż wybrzeża Bałtyku przez Dziwnów, Kołobrzeg, Darłowo, Ustkę do wioski Kluki w Słowińskim Parku Narodowym. Dalsza trasa wiodła przez Kaszuby i Kartuzy oraz Gdańsk na mierzeję Wiślaną do Krynicy Morskiej. Przez Żuławy Wiślane i Elbląg trasa wiodła terenami Warmii i Mazur pod Węgorzewo i dalej na południe przez Kętrzyn i Orzysz, Biebrzańskim i Narwiańskim Parkiem Narodowym oraz terenami Nadbużańskim do Drohiczyna nad Bugiem i dalej przez Łuków, Maciejowice oraz Świerże do Radomia.

Długość przebytej trasy rowerowej wyprawy wyniosła 1974km, którą pokonaliśmy w ciągu 18 dni tj. od 05 do 24 czerwca 2010r. W sumie na siodełku rowerowym spędziliśmy ok. 114 godzin. Średnio na jeden dzień przypadło przejechać 109 km. Dzienne przejazdy, poza Iszym etapem wynosiły od 100 do 139 km..


ETAP I, ETAP II, ETAP III
Malbork  -  Pelplin  -  Borkowo
07.06.2010
48 km, 3h 9 min
Borkowo - Śliwce - Tuchola - Woziwoda - Rytel - leśniczówka Kłodawka
08.06.2010
116 km, 6h 38 min
Kłodawka - Drzewicz - Swornegacie - Przechlewo - Czarne - Szczecinek - Przyjezierze
09.06.2010
106 km, 6h

Po przesiadce w Tczewie, w Malborku jesteśmy ok. godz. 10 i udajemy się do przepięknie położonej nad Nogatem krzyżackiej twierdzy. W towarzystwie miłej i sympatycznej przewodniczki zwiedzamy warownię i podziwiamy nowatorskie na ówczesne czasy sposoby budownictwa i organizacji silnego państwa, które w czasie swojego istnienie poza negatywnymi działaniami znanymi w historii przyczyniło się do wysokiego rozwoju cywilizacyjnego tego regionu. Twierdzę w Malborku opuszczamy w godzinach południowych i kierujemy się już rowerami do mostu na Wiśle drogą prowadzącą do Tczewa.  Pierwszy dzień wyprawy i zaskakuje nas deszcz, na szczęście godzinny i oczekujemy przez ten czas w przydrożnym zajeździe wzmacniając się kawą. Ruszamy i kolejny pech – Marek łamie stopkę u swojego roweru. Od dzisiaj każdy postój to poszukiwanie oparcia dla roweru. Najlepszy płot lub drzewo. Do mostu docieramy w towarzystwie warkotu silników pędzących tirów i obawy o własne bezpieczeństwo. Z mostu widać jak Wisła w czasie powodzi szeroko wylała się z koryta i miejscami worki z piaskiem wstrzymały jej przelanie za wały przeciwpowodziowe. Opuszczamy most i uciekamy z drogi krajowej nr 22 w lewo kierując się na Pelplin przez Subkowy i Rajkowy. Jedziemy już wiejskimi spokojnymi drogami. Pogoda zrobiła się słoneczna i na krótko zdejmujemy koszulki wystawiając nasze ciała do opalania. Jak najszybciej chcemy osiągnąć Bory Tucholskie. Przed wieczorem zatrzymujemy się w dużej wiosce Borkowo szukając miejsca na nocleg. Decydujemy się jednak przejechać jeszcze ok. 5 km do znajdującej się na skraju lasu leśniczówki. Wybór okazał się dobry. Leśniczy z chęcią udziela nam zgody na rozbicie namiotów obok domku i zaprasza do skorzystania z łazienki i prysznica. Robimy sobie kolacje i rozbijamy namioty atakowani przez chmary komarów i końskich gzów, wielkich jak „ małe wróble”. Zgodnie z przyjętymi przez nas zasadami, następnego dnia wstajemy, jak co dzień o godz.5, zwijamy „obozowisko”. Poranne mycie pijemy gorący” kubek” lub gotujemy zupkę z torebki i w granicach godz. 7 ruszamy w kolejny etap. Zwykle po przejechaniu ok. 20 km pod wiejskim sklepem organizujemy śniadanie.
                                                       BORAMI TUCHOLSKIMI
W drugim dniu w godzinach rannych osiągamy miasteczko Skórcz i jesteśmy w Borach Tucholskich. Ok. 90 km jedziemy rozległymi lasami Borów mijając po drodze mniejsze i większe osady leśne, których historia jest ściśle związana z gospodarką drzewną. Po drodze spotykamy ślady historii tych terenów, zaniedbane lub resztki cmentarzy dawnych mieszkanców narodowości niemieckiej, stare ewangelickie - dzis katolickie kościoły, pomniki polskich żołnierzy oraz partyzantów Ii wojny światowej. Mijamy małe śródleśne miasteczko Śliwce, osady Lińsk, Brzozowe Błota, Wielkie Gacno, Gołąbek gdzie się gubimy i zamiast skierować się wzdłuż Brdy do leśnej osady Woziwoda osiągamy ją jadąc dłuższą trasą przez Tucholę i Wielką Komorzę.    W osadzie Woziwoda zbaczamy z drogi asfaltowej i kierujemy się piękną leśną szutrowa drogą wzdłuż Wielkiego Kanału Brdy do miejscowości Rytel. Późnym popołudniem w Rytlu opuszczamy Wielki Kanał Brdy. Planujemy zakupy kolacyjne i nocleg kilka kilometrów za Rytlem. Jedziemy do Małej Kloni dojeżdżając ponownie do Wielkiego Kanału nad zaporę Mylof gdzie jedyny sklep jest zamknięty. Szukając sklepu jedziemy jeszcze ok. 10 km do wioski Zbeniny posilając się po drodze kapuśniakiem w leśnym barze typu szałas. W Zbeninach pytamy sołtysa o zgodę na rozbicie namiotów na wiejskim boisku. Z uwagi, że wieczorem miejscowi organizują sobie pomeczowego grilla, sołtys nie gwarantuje nam spokojnej nocy. Zgodnie z jego propozycją kierujemy się do odległej o ok. 3 km leśniczówki w Kłodawce. Podobnie jak w Borkowie namioty rozbijamy na posesji leśniczówki.  Na stojącym obok nas traktorze wieszamy 10 litrowe worki z wodą – nasz przenośny polowy prysznic i po kąpieli kończymy dzień mocnym snem. Tego dnia przejechaliśmy 116 km, 20 km ponad plan.Kolejny trzeci dzień. Do godz. 10 kontynuujemy leśną trasę zwiedzając z samego rana w pobliskim Klosnowie zabytkową łuszczarnię nasion drzew leśnych i zagłębiamy się w Park Narodowy Bory Tucholskie.
     
Ok. 20 km „szusujemy” leśnymi duktami parku. Wokół nas zieleń drzew, oczka wodne i dziko płynące strumyki oraz potoki rzeczne. Mijamy leśne jeziora: Główka, Plęsno, Bełczak oraz ścieżki dydaktyczne na wodnych oczkach, pełnych białych grzybieni i lilii. W Drzewiczu opuszczamy Park Narodowy i odpoczywamy w miasteczku Swornegacie.  Tu pod miejscowym sklepem Marek wyrzuca wysłużone sandały pamiętające jeszcze wyprawę na Krym i wokół morza Azowskiego. Dokonuje poważnego zakupu nowych sandałów za 25 zł. Procedura przymiarki i zakupu obuwia zostaje dokładne fotograficznie udokumentowana.
Tego dnia zbliżamy się do terenów Walu Pomorskiego. Jedziemy przez Konarzyny, Rzecznicę oraz miasteczka: Czarne i Szczecinek. Pogoda słoneczna, ładna krajobrazowo trasa, mały ruch samochodowy. Za Czarnem zbaczamy na moment z trasy do miejsca gdzie w czasie II wojny światowej znajdował się jeniecki obóz Stalag IIB w Hammerstein. W jego miejscu, w lesie znajduje się kamienny pomnik z tablicą pamiątkową oraz nagrobki z symbolem sierpa i młota rozłożone na podszyciu leśnym pomiędzy sosnami. W obozie zginęło ok. 65 tys. jeńców różnych narodowości. Dzień kończymy nad jeziorem Świdno Sarcze w wiosce Przyjezierze. Spoceni i oklejeni kurzem zażywamy kąpieli w jeziorze. Po kolacji wzmacniamy się kieliszkiem żołądkowej. Nocleg spędzamy obok życzliwego właściciela domku letniskowego.
                                            BORNE SULINOWO I WAŁEM POMORSKIM
ETAP IV, ETAP V
Przechlewo - Borne Sulinowo - Nadarzyce - Podgaje
10 czerwca 2010
76 km, 4h 50 min
Podgaje - Zdbice - Wałcz - Strączno - Tuczno - Hanki
11 czerwca 2010
101 km, 6h 12 min
Rankiem w dniu IV etapu wjeżdżamy do miasteczka Borne Sulinowo i na tereny dawnego największego poradzieckiego poligonu wojskowego i zgrupowania wojsk radzieckich w Polsce. Przed wjazdem do Borne, pod wioską Krągi zwiedzamy cmentarz żołnierzy polskich i radzieckich poległych w czasie II wojny światowej. Zbiorowe mogiły poległych wyznaczają marmurowe tablice z polskim orłem oraz z czerwoną gwiazdą. Kolejny cmentarz na skraju Borne to cmentarz  żołnierzy oraz obywateli byłego Związku Radzieckiego zmarłych w okresie powojennym. Charakterystycznym elementem cmentarza jest pomnik „pepeszy” uniesionej w dłoni do góry i celującej w niebo.

Wokół pomnika setki grobów żołnierzy i cywili a wśród nich szereg mogił z napisem „bezimienny”. Zwiedzamy miasteczko Borne Sulinowo – dawne zamknięte garnizonowe miasteczko Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej a przed wojną miasteczko garnizonowe poligonu wojskowego Wermachtu. W miasteczku pozostały jeszcze nieremontowane budynki koszarowe, na których widnieją napisy w języku rosyjskim np. ul. Pobiedy. Pozostały zniszczone” Dom Żołnierza, Kasyno Oficerskie, Willa Guderiana i szereg innych wybudowanych jeszcze za niemieckich czasów, które zostały zdewastowane przez polskichkasyno_ruiny szabrowników. Niemniej jednak miasteczko czyste i pięknie położone, zaludnione przez polaków z całego kraju po odejściu Armii Radzieckiej. Tego dnia objeżdżamy dawny poligon wojskowy trasami rowerowymi wyznaczonymi po leśnych drogach, którymi przemieszczały się czołgi i inne pojazdy wojskowe. Przejeżdżamy przez słynne kłomińskie wrzosowiska, jedne z największych wrzosowisk Europy. Przepiękne leśne drogami poligonukrajobrazy, przyroda, leśne kwiaty i wysokie niebieskie łubiny wyznaczają pobocza szutrowych szlaków. Upalna pogoda oraz odcinki piaszczystych poligonowych dróg wymaga od nas zwiększonego wysiłku. Gdzieś wokół nas w głuszy leśnej znajdują się bunkry i podziemne instalacje wojskowe.  Bez przewodnika nie odważamy się zbaczać z tras, więc omija nas ważna część przygody rowerowej. Odpoczynek robimy dopiero w Nadarzycach gdzie w nadjeziornym barze pod wojskowym namiotem posilamy się wojskowym bigosem. W niemieckim chełmie i popiersiem Lenina pod pachą z mini muzeum właścicielki baru robię sobie dla podniesienia humoru fotkę.  Tu w Rejonie Nadarzyc były bardzo krwawe walki żołnierzy 1 Armii WP. Opuszczamy Nadarzyce mijając znak informacyjny ze stylizowanym orłem, że jesteśmy na terenie Wału Pomorskiego / Die Pommersnstellung / gdzie od stycznia do marca 1945r trwały najcięższe walki o jego przełamanie. W walkach zginęło ok. 1300 polskich żołnierzy i 2800 żołnierzy radzieckich. Opuszczamy Nadarzyce i kierujemy się do opuszczonego miasteczka Kłomino. Po drodze zatrzymujemy się na terenie międzynarodowego obozu jenieckiego Oflag II D Gross Born, w którym znajdowało się ok. 8 tys. jeńców w tym autor „ Pierwszego dnia wolności” pisarz i dramaturg Leon Kruczkowski oraz żołnierze Powstania Warszawskiego. W miejscu tym jest jedynie pomnik. Docieramy do jednej chyba z najstraszniejszych miejscowości w Polsce byłego garnizonowego miasta Kłomino, wybudowanego jeszcze przez Niemców gdzie szkolili się czołgiści gen Heinza Guderiana.  Miasto zrujnowane przez polskich szabrowników po jego opuszczeniu przez Rosjan. Pozostało jeszcze kilka budynków, w których mieszka kilka rodzin i grupa bezdomnych. Nadal pracują buldożery rozwalające bloki i budynki koszarowe. Ulice i chodnik zarośnięte krzakami, kilka budynków bez okien, futryn i dachów – apokalipsa. Tego dnia dalej drogami polnymi, szutrowymi przez wioski Ciosaniec i Borucino docieramy do Podgaj. W lesie w pobliżu wioski mamy nocleg w obozowisku harcerzy. Śpimy w apartamentach - w wojskowych namiotach na polowych łóżkach.Następnego dnia z obozu ZHP udajemy się do Podgaj pod pomnik stojący w miejscu gdzie zimą 1945r żołnierze 15 Dywizji Grenadierów SS spalili żywcem w stodole 32 żołnierzy 1 Armii WP wziętych do niewoli. Zapalamy znicze i minutą ciszy czcimy pamięć poległych w walkach o przełamanie Wału Pomorskiego.
      
Ruszamy dalej w kierunku kolejnych znanych z ciężkich walk, miejsc i miejscowości. Mijamy Jastrowie i w Szwecji kierujemy się bocznymi drogami do Zdbic a następnie do Wałcza. W Zdbicach zwiedzamy Izbę Pamięci gdzie zgromadzono eksponaty broni, fotografie i tablice poglądowe. Na skraju wioski w pobliskim lesie odkrywamy transzeje oraz resztki bunkrów i umocnień. Kierujemy się dalej do odległego o ok. 20 km Wałcza mijając po drodze tablice i pomniki upamiętniające walki o Wał Pomorski.  W Wałczu, tuż za miastem zwiedzamy resztki najsilniejszego węzła obronnego tzw. Grupy Warownej „Cegielnia” Jeden z olbrzymich bunkrów, leży stoczony ze zbocza i jest wielkości kamienicy. W podziemiach pozostały jeszcze udostępnione do zwiedzania kilkukondygnacyjne korytarze łączące bunkry. Opuszczając Wałcz mamy kolejnego pecha, tym razem niebezpieczny. Marek chcąc na rondzie uniknąć kolizji z zajeżdżającym mu drogę samochodem osobowym robi ostrzejszy łuk i wpada w poślizg. Nie mogąc wysunąć stopy z noska sunie bokiem ciała wpięty w rower po asfalcie. Zdarte udo, i przedramienie oraz cieknąca krew sprawia przykry widok. Rany zalewamy dwiema butelkami wody utlenionej, bandażujemy i pytanie, co dalej. Marek decyduje, że jedziemy, ale mamy wątpliwości czy ukończymy wyprawę. W tym dniu rezygnujemy z odwiedzenia kolejnych linii umocnień w Strzalinach a kierujemy się wiejskimi drogami przez Strączno, Rutwice, Zdbowo i Lubiesz do Mirosławca. W godzinach popołudniowych silna wichura zapowiada zmianę pogody. Śpimy pod Mirosławcem w wiosce Hanki w namiotach na miejscowym boisku. O tego dnia jestem dla Marka sanitariuszem  pomagając zakładać opatrunki.
                                     KIERUNEK WOLIN i WYBRZEŻE BAŁTYKU
ETAP VI, ETAP VII
Hanki pod Mirosławcem – Drawsko Pomorskie - Łobez - Resko - Płoty - Ościęcin pod Golczewem
12 czerwca 2010
125 km , 7h 
Ościęcin - Golczew - Wolin - Wisełka - Rewal
13 czerwca 2010
106 km, 6h 12 min
ETAP VIII, ETAP IX
Rewal - Mielno - Kołobrzeg - Mielno - Dąbki
14.06.2010
132 km, 7h 7 min
Dąbki - Darłowo - Ustka - Kluki - Główczyce
15.06.2010
119 km, 7h
Rankiem w dniu 6 etapu mijamy Mirosławiec i kierujemy się przez Drawsko Pomorskie, Łobez, Płoty do wioski Ościęcin pod Golczewem. Tego dnia wieje mocny wiatr przechodzący miejscami w wichurę z zachmurzeniami. Jak to często bywa dmie w twarz, przez co mocniej naciskamy na pedała. Podziwiamy krajobrazy Pomorza zachodniego, ładne miasteczka i wioski. W wiosce Ościęcin pod Golczewem szukamy noclegu. Pani sklepowa wzywa telefonicznie męża, który pilotuje nas swoim samochodem ok. 2 km do swojego domu. Rozbijamy namioty na posesji a wieczorem z gospodarzem – Panem Jackiem przy grillu smakujemy mocny trunek. Przyjemnie i przyjacielsko spędziliśmy wieczór. Kolejny dzień, również wiatr i miejscami deszcz. W godzinach południowych osiągamy Wolin. Zwiedzamy miasteczko i udajemy się nad brzeg zalewu Szczecińskiego. Ruszamy i przez Unin, Ładzin oraz Woliński Park udajemy się doi Wisełki gdzie zajeżdżamy na plażę odwiedzając miejsce, w którym 30 lat temu spędzałem urlop z rodziną. Dzisiaj nie ma tam ośrodka wczasowego, pozostała piękna plaża z widokiem na klifowy brzeg pod Międzyzdrojami. Z Wisełki rozpoczynamy „Bałtycki” etap wyprawy. Pogoda niezbyt słoneczna, zachodni wiatr wieje nam w plecy. Trzy dni jedziemy wzdłuż wybrzeża Bałtyku pokonując trasę ok. 300 km tj. od Wisełki do wioski Kluki w Słowińskim Parku Narodowym. Trasa prowadzi przez Dziwnów, Rewal, Mrzeżyno, Dźwirzyno, Kołobrzeg, Mielno, Łazy, Darłowo, Jarosławiec, Ustkę i Smołdzino. Po drodze zatrzymujemy się w ciekawych miejscach nad Bałtykiem zwiedzając małe porty rybackie w Dziwnowie, Mrzeżynie, Kołobrzegu, Jarosławcu i Ustce. Jedziemy nadmorskimi ścieżkami i trasami rowerowymi ciągnącymi się tuż przy plaży oraz trasami zbaczającymi od morza w stronę lądu, okrążając przyległe do morza jeziora: Bukowo przed Darłowem, Kopań przed Jarosławcem oraz jezioro Gardno w Słowińskim Parku Narodowy. Podziwiamy po drodze pomorskie krajobrazy, wioski ze starymi domami z pruskiego muru oraz stare poniemieckie kościoły ze strzelistymi wieżami i murami z miejscowych kamienia polnego – otoczaków. Za Kołobrzegiem przemieszczaliśmy się pasami startowymi nieczynnego lotniska wojskowego wśród licznych schronów na samoloty bojowe. Nadmorskie etapy kończymy w wiosce Kluki w Słowińskim Parku Narodowym gdzie zwiedzamy skansen wsi kaszubskiej. Miło wspomina się najtrudniejsze odcinki jak np. ten za Kołobrzegiem na bałtyckim odcinku trasy rowerowej B-10, gdzie z uwagi na zerwanie mostu przez powódź rowery prowadziliśmy kilkaset m plażą z kołami zapadającymi się po nyple szprych w obręczach lub 2 kilometrowy odcinek od Kluk do Główczyc. Tu rowery przenosiliśmy po rozłożonych grubych konarach drzew na bagnistych przekopach leśnego duktu uważając, aby nie wpaść po pach w torfowe bagna.
      
Prowadziłem pierwszy, Marek fotografował a mnie, co chwila rower spadał z konaru i zatapiał się po osie wraz z dolnymi częściami sakw.  Machałem jedną ręką dla utrzymania równowagi stojąc na jednym drugą trzymałem rower na drugim konarze a było ich tylko dwa. Łut szczęścia, że nie wpadłem wraz z rowerem w bagnistą toń. Marek nie zaryzykował, najpierw przenosił sakwy a następnie rower. Wokół nas, co chwila nadgryzione i powalone przez bobry drzewa i na dodatek komary oraz gzy.Etap nadmorski kończymy w Główczycach rozbijając namioty na posesji gospodarza, z którym wieczorem spędzamy chwile na pogawędce ze wzmocnioną herbatką. Noclegi na etapach trasy bałtyckiej spędzamy w agroturystyce Rewalu oraz w Ośrodku Wypoczynkowym Uniwersytetu Wrocławskiego w Dąbkach. 
                 PRZEZ KASZUBY DO GDAŃSKA, ŻUŁAWY, MIERZEJĄ WIŚLANĄ DO KRYNICY MORSKIEJ

ETAP X, ETAP XI
Główczyce - Lębork - Linia - Kartuzy - Borkowo
16 czerwca 2010
98 km , 6h 32 min 
Borkowo - Gdańsk - Sztutowo - Krynica Morska
17 czerwca 2010
107 km, 6h 9 min
Rankiem wyjeżdżamy z Główczyc kierując się do Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Po ok. 5km jazdy zauważam brak lornetki, którą mocowałem na tylnym bagażniku. Wracam do miejsca nocowania i odnajduje zgubę w miejscu gdzie rozbijałem namiot. Nauczka, na wyprawie należy szczególnie przestrzegać dyscypliny, aby przedmioty i narzędzia wracały na swoje miejsce, którego zostały pobrane. Trudno, zrobiłem ponad plan 10 km. Za Lęborkiem kierujemy się na Popowo i ok. 50 km jedziemy pięknymi terenami Kaszubskiego Parku. Tego dnia mamy słoneczną pogodę. Opalamy się na rowerach i jak to bywa na wyprawach nachodzi  smak na coś dobrego. W myślach męczy nas smak kiełbaski na patyku. W południe rozpalamy ognisko, suszymy  namioty i smażymy nasze kiełbaski.. Miód w ustach, przepyszny zapach i smak kiełbasek. Chyba nam przypadło po ok ¾ kg na buźkę. Po sutym obiadku jedziemy dalej drogami polnymi, szutrowymi i asfaltowymi prowadzącymi wśród pól, lasów i zagajników leśnych pokonując podjazdy i zjazdy. Przed nami i za nami wzniesienia, pagórki, wioski i pojedyncze zabudowania. Meandrującymi drogami niczym wijące się jak węże rzeki pędzimy lub mozolnie się wspinamy, czując się jak gdybyśmy byli w Beskidach, podobny krajobraz.   Gdzie niegdzie spotykamy bociany lub żurawie. Trasa od Popowa do Kartuz prowadzi przez Zakrzewo, Miłoszewo, Str. Hutę, Sianowo i Prokowo. Jesteśmy zauroczeni krajobrazami. Do Kartuz docieramy od strony jeziora Karczemnego w godzinach popołudniowych.  Zwiedzamy XIV – wieczną kolegiatę Zakonu Kartuzów z miedzianym dachem przypominającym wieko trumny oraz zabytkowy erem z tego samego okresu - dawne mieszkanie jednego z zakonników. Wzbudzamy zainteresowanie przewodniczki, która opowiada nam historie kolegiaty. Piękna kaszubska trasa się kończy i kierujemy się w stronę Żukowa w poszukiwaniu noclegu. Makabra, samochód za samochodem i decydujemy się na nocleg przed Żukowem w Borkowo w ośrodku wypoczynkowym Kowalówka. Marek zbija cenę do 40 zł od osoby. Jest w tym specjalistą. Namioty pozostają w sakwach. Strudzeni, spoceni i „ pachnący”, po gorącej kąpieli śpimy jak susły do rana.
Kolejny dzień to jak najszybciej dotrzeć do Gdańska i Sobieszewa, aby uciec od trasy z pędzącymi samochodami. Mimo dużego ruchu też pędzimy przy sprzyjającym wiaterku „zwalniając, przed fotoradarami”. Ok. godz. 8 jesteśmy w Gdańsku i zajeżdżamy na Stare Miasto. Spacerujemy piękną starówką, odwiedzamy starego Neptuna i podziwiamy piękne Gdańskie kamieniczki. Spacerujemy nad Motławą i z Markiem robimy pamiątkowe fotki.
     z Estończykiem
Z Gdańska kierujemy się na Sobieszewo i do Świbna gdzie planujemy przeprawić się promem na przekopie Wisły. Po drodze w Wieńcu za Sobieszewem odwiedzam miejsce gdzie w końcu lat 50-ch byłem na koloni letniej. Odnalazłem to miejsce. Pomiędzy wybudowanymi w późniejszych latach budynkach mieszkalnych pozostały tylko podmurówki, na których stały kolonijne drewniane baraki. Spacerkiem udałem się też na nadmorską plażę wspominając kolonijne czasy z przed ok. 50 lat. Tyle lat już upłynęło. W Świbnie przeprawa promowa nieczynna z uwagi na wysoką woda po niedawnej powodzi, więc na drugą stronę przekopu Wisły jedziemy na południe w dół Wisły na najbliższego mostu w Kiezmarku. Ładna trasa północnymi terenami Żuław. Nadrabiamy ok. 20 km i jesteśmy na drugiej stronie Wisły w Mikoszewo naprzeciw Świbna. Musimy dotrzeć do Krynicy Morskiej przez Stegnę i Kąty Rybackie. Po drodze zwiedzamy muzeum obozu koncentracyjnego Stutthof. Ten smutny obiekt powinien odwiedzić każdy człowiek, aby zrozumieć, do czego prowadzi nienawiść wobec drugiego człowieka. Mierzeja Wiślaną docieramy do Krynicy Morskiej gdzie, odwiedzamy kolegę Marka, nocując w jego letnim domku. Wieczorem relaksuję się spacerkiem brzegami zalewu Wiślanego.
                                                 ŻUŁAWY, WARMIA I MAZURY

ETAP XII, ETAP XIII, ETAP XIV
Krynica Morska - Elbląg - Orneta - Mingajny 
18 czerwca 2010
139 km , 8h  
Mingajny - Lidzbark Warmiński - Barciany - Srokowo - Stawiki
19 czerwca 2010
120 km, 6h 55 min
Stawiki - Gierłoż - Orzysz - Leśnictwo Grądówka
20 czerwca 2010
105 km, 5h 56 min
W Krynicy Morskiej osiągnęliśmy już 1134 km naszej wyprawy.  Kolejne etapy to Warmia i Mazury. Wracamy z Krynicy Morskiej do Sztutowa skąd kierujemy się bocznymi drogami Żuław do Elbląga przez Rybinę i Kępiny. Droga prowadzi wzdłuż Szkarpawy i Nogatu.Jedziemy wśród olbrzymich falujących zbożem pól, zakoli rzecznych. Kanałów i oczek wodnych pełnych lilii i nenufarów. W Kępkach przekraczamy Nogat i kierujemy się do Raczek Elbląskich, w których chcemy zobaczyć obelisk oznaczający najniższa depresję w Polsce. Niestety zgubiliśmy zjazd do Raczek z obwodnicy wokół Elbląga. Na obwodnicy masakra, ruch samochodów, chmury kurzu na remontowanych odcinkach. Rezygnujemy z jazdy do Raczek uważając, że życie jest ważniejsze.  Zjeżdżamy na obrzeża Elbląga i zgodnie z kilometrażem wyprawy obieramy kierunek Warmia i Mazury. Za Elblągiem zjeżdżamy z drogi krajowej 22 i kontynuujemy jazdę już drogami lokalnymi. Tego dnia mijamy Młynary i Ornetę nocując po pokonaniu 134 km w wiosce Mingajny na ogrodzonym terenie Ochotniczej Straży Pożarnej w bliskim sąsiedztwie cmentarzyka zmarłych mieszkańców Prus Wschodnich. Cmentarzyk zadbany, mimo że zachowały się nieliczne nagrobki. Z uzyskanej wiedzy od mieszkańców wynika, że ich potomkowie są częstymi gośćmi tej wioski. Na pomniku tego cmentarzyka widnieje epitafium o treści, cyt. „Aby wszyscy stanowili jedno”. Oby ludzie kierowali się tym przesłaniem. Cmentarzyków, zapomnianych grobów i często zdewastowanych oraz inne ślady po dawnych mieszkańcach tych ziem spotykaliśmy na całej trasie począwszy od Malborka. Nad naszym noclegiem czuwały cztery boćki w gnieździe na kominie remizy. Tej nocy padał duży deszcz do godz. 6 rano i obawialiśmy się czy będziemy jechać. Ruszamy w mały deszcz i pokonujemy trasę przez Lidzbark Warmiński, Bisztynek, Korsze, Barciany i Srokowo do Stawik przed Węgorzewem. Po drodze, już w słoneczną pogodę suszymy namioty.  Od Elbląga delektujemy się pięknymi warmińsko mazurskimi krajobrazami, pięknem zieleni pół i lasów. Mijamy
      
ładne miasteczka i oddalone od tras wiejskie siedliska z charakterystycznym czerwonymi dachówkami. Podziwiamy krajobrazy z rowerów przemieszczając się uroczymi drogami obsadzonymi lipami lub brzozami. Krótkie przystanki pod sklepami podczas wyprawy są często miejscem pogaduszek z miejscowymi i kawa, którą robią nam ekspedientki. W tym przypadku Marek opanował świetnie sztukę wzbudzania u kobiet wrażliwości na nasz trud i wysiłek i odwagę.
Trzeciego dnia w godzinach rannych kierujemy się na południe Krainą Wielkich Jezior Mazurskich i po drodze zwiedzamy zachowane w całości potężne bunkry kwatery wermachtu w Mamerkach oraz Wilczy Szaniec – kwaterę Hitlera w Gierłoży. Z boku mijamy jeziora: Mamry, Łabap, Dargin i Dobskie.  Dalej kierujemy się na Ryn i Orzysz gdzie dopada nas coraz bardziej intensywny deszcz.  Przed Bemowem Piskim mokrzy zjeżdżamy z trasy w leśny teren wojskowy do leśniczówki Grądówka. Nocujemy na poddaszu budynku gospodarczego – koziarni. Wchodzimy na poddasze drewnianymi schodami i widłami rozkładamy siano pod materace. Markowi trochę nie pasuje zapaszek unoszący się od kózek. Zasypiamy kamiennym snem. Kozy ze strachu nie beczą i chyba też zasnęły.
     
                                     KIERUNEK PODLASKIE - BIEBRZAŃSKI I NARWIAŃSKI PARK NARODOWY – DROHICZYN  
ETAP XV, ETAP XVI
Grądówka - Biała Piska - Osowiec - Strękowa Góra - Tykocin - Sawina
21 czerwca 2010
136 km , 7h 37 min 
Sawina - Rzędziany - Suraż - Drohiczyn
22 czerwca 2010
127 km, 7h 
W 15 dniu wyprawy opuszczamy Mazury. Z Grądówki przez Białą Piską wjeżdżamy w Podlaskie.  Jedziemy kolejnymi pięknymi krainami. W Osowcu wjeżdżamy w Biebrzański Park Narodowy jadąc ponad 30 km cudowną biebrzańską trasą do Strękowej Góry. Po drodze z platformy widokowej widzimy piękno parku, olbrzymie trawiaste tereny z kępami olszyn i brzozowych zagajników, oczka wodne, żerujące boćki i przelatujące czajki. Od Strękowej Góry kierujemy się wzdłuż Narwi do Tykocina i wioski Sawina gdzie rozbijamy namioty u gościnnego gospodarza. Przed snem jesteśmy proszeni pod prysznic oraz na herbatkę. Rankiem wjeżdżamy do wioski Rzędziany zlokalizowanej na skraju Narwiańskiego Parku Narodowego.
    Drohiczyn                                    
Jedziemy ponownie otoczeni przyroda i pięknymi krajobrazami skrajem parku i małymi nadnarwiańskimi wioskami z zachowanymi starymi drewnianymi domami. Mijamy wioski: Pańki, Kruszewo, Izbiszcze, Zawady i Bacuty. Dolinę Górnej Narwi pokonujemy drogami polnymi, szutrowymi, brukowymi i asfaltowymi. Miejscami przemieszczamy się nad dziko płynącą Narwią gruntowymi dróżkami wśród trzcin i szuwarów. Co chwila zatrzymuję się robiąc zdjęcia ciekawych motywów.
W Surażu opuszczamy Narwiański Park i przez Brańsk zmierzamy do odległego ok. 80 km Drohiczyna. Miło wspominamy przejazd przez Nadbużańską wioskę Zawady w której Pani Krysia  / pozdrawiamy /  zaprasza nas na kawę. Pogoda słoneczna i pędzimy dobrymi drogami przez ładne podlaskie wioski. Wieczorem rozbijamy namioty nad Bugiem w pięknym Drohiczynie. Zwiedzamy miasteczko i zabytki a w promieniach zachodzącego słońca fotografuję przełom Bugu oraz wzgórze zamkowe z białymi murami katedry. Z góry zamkowej podziwiamy przepiękne zakole Bugu i okolic. Wędkarze chwalą się nam pięknymi leszczami złowionymi w rzece.
                                                                       
                                                   
    DO DOMU
ETAP XVII, ETAP XVIII
Drohiczyn  -  Łuków  -  Wandów
23 czerwca 2010
109 km , 6h 32 min 
ETAP XVIII
Wandów  -  Maciejowice  - Radom
24 czerwca 2010
104 km, 5h 37 min
Ostatnie dwa etapy to już kierunek do Radomia terenami byłego województwa siedleckiego i lubelskiego. Przekraczamy Bug w Tonkiele, z których trasą przyrodniczą Nadbużańskiego Parku kierujemy się do Korczewa i dalej na Łuków do ostatniego miejsca noclegu pod namiotami w Wandowie przed Żelechowem.W ostatni dzień mamy najtrudniejszy odcinek. Jedziemy104 km w deszcz, który na chwilę nas nie opuścił. Trasa wiedzie przez Sobolew do Maciejowic znanych z bitwy Tadeusza Kościuszki. W Maciejowicach robimy dopiero przerwę na obiad w miejscowej restauracji i docieramy do przeprawy promowej na Wiśle. Na ląd schodzimy w Świerżach Górnych skąd mamy  ok. 60 km do Radomia. Z Markiem rozstajemy się w Jastrzębi. 
          ZYGMUNT SZCZEPANEK 2010r

5599 Wyświetleń | Ocena: (1 ocen)
Theme orange-lt created by panic